Dziś wpada przepis który już jakiś czas czekał na publikacje, ale są rzeczy ważne i ważniejsze...
Zatem, zapraszam na deser!
Dziś wpada przepis który już jakiś czas czekał na publikacje, ale są rzeczy ważne i ważniejsze...
Zatem, zapraszam na deser!
Bullet Journal. Co to takiego? to nic innego jak zeszyt w kropki. A to czym się stanie później to tylko nasza zasługa. Jeśli lubisz planować, chcesz mieć wszystko uporządkowane i posiadasz jasne cele i postanowienia ten "zeszyt" jest dla Ciebie!
Ostatnio bardzo modne stało się planowanie! wiem coś o tym, mam w domu nastolatkę! Ozdabianie, rysowanie i oklejanie wszelakich zeszytów to jej "konik" dlatego ten bullet sprawił jej mnóstwo radości.
To kreatywny planer dla każdego. To Ty decydujesz jak będzie wyglądał. Określasz czy najważniejszy dla Ciebie jest plan dnia, tygodnia czy miesiąca. Póki co to same kropki i kilka obrazków do których możesz się dostosować lub narysować swoje.
Prowadziśz kalendarz, dziennik a nawet pamiętnik, jeśli masz taką potrzebę. A wnętrze może być Twoją księgą planów, marzeń czy sekretów.
Pamiętaj! Swój bullet journal możesz dostosować do swojej wrażliwości, zamiłowań estetycznych i czasu. Możesz go prowadzić na bieżąco albo umieszczać w nim spontaniczne zapiski.
To Ty decydujesz!
Kilka słów o książce;
Witajcie w Nowym Roku!
Ależ ten czas szybko nam ucieka, ale nie ma się co oglądać za siebie tylko kroczyć do przodu z podniesioną wysoko głową.
Dziś zapraszam do Japonii do kraju kwitnącej wiśni ale też do kraju który słynie z ramenu i sushi a także ryżu. Ja nie jestem jakąś wielką fanką tej kuchni może dlatego, że najnormalniej w świecie jej nie znam. Ale książka, Gajin gotuje, kuchnia japońska dla nie Japończyków - trochę mi przybliżyła zasady i politykę tej kuchni. Gaijin ( czyt. gai-dzin) to nic innego jak określenie obcokrajowca, intruza. To biały facet, który zachowuje się w Japonii jak słoń w składzie porcelany, popełniając towarzyskie gafy i zostawiający po sobie potłuczone talerze. To termin zazwyczaj obraźliwy ale czasami może być używany żartobliwie. Autor trochę czasu spędził w Japonii, ma drugą zonę Japonkę a nawet studiował Japonistykę. Teraz z rodziną mieszka w Nowym Jorku gdzie prowadzi dwie restauracje z ramenem więc o kuchni Japońskiej chcąc nie chcąc uważam trochę wie.
Jak każda książka kucharska tak i ta zaczyna się od wstępu i ogólnego zarysu o tym co w niej znajdziemy. We wstępie autor opowiada trochę o swojej przygodzie z Japonia aż w końcu zdradza tajniki i podstawy kuchni japońskiej. Pierwsza i podstawowa rzecz to umiejętne gotowanie ryżu no bo jak się okazuje każdy z nas robi zapewne gafy i nieliczni potrafią prawidłowo to robić... Poczytamy też o sushi a potem o dashi, to ostatnie to bulion z wodorostów i płatków wędzonej, suszonej ryby bonito. Następnie przechodzimy do typowo japońskich przepisów i tutaj musze powiedzieć, ze aby zacząć gotować po japońsku jakieś pojęcie na temat produktów czy składników jednak należy mieć. Nazwy są przerażające bo zapewne nam nie znane ale kiedy dokładniej przyjrzymy się przepisowi to wcale tak to skomplikowanie nie wygląda, no może pod warunkiem, że w kuchni mamy kilka japońskich składników. Podstawą jest sos sojowy i sos rybny. Te składniki naprzemiennie znajdziemy w każdym daniu. Następne składniki to olej z prażonych nasion sezamu i sos ostrygowy a także sake i płatki bonito, wszelakie japońskie makarony i tak dalej... jednak na końcu książki znajdziemy opis wszystkich japońskich składników które będziemy używać a także zamienniki które możemy wykorzystać zamiast danego składnika no bo przecież nie każdy z nas ma dostęp na zawołanie do azjatyckiego marketu. No to co gotowi do gotowania?
Niestety wszystkich składników nie posiadałam, ale w kuchni najważniejsza jest improwizacja i wyszło może nie koniecznie po japońsku w 100 procentach ale bardzo smacznie.